RSS

Męskie Granie razy dwa

13 Wrz

Mam opóźnienie w relacjonowaniu koncertów, ale specjalnie się tym nie przejmuję. Nie zawsze jest czas, nie zawsze jest chęć.

Tegoroczne Męskie Granie miało dwie części. Na upartego trzy, jeśli liczyć transmisję internetową. Osobiście stawiłam się w Krakowie i we Wrocławiu.

Przystanek pierwszy: Kraków. Damian wygrał bilety, wystarczyło zatem wsiąść w pociąg, jechać kilka godzin, pochodzić po mieście, spotkać znajomych (których w tym miejscu serdecznie pozdrawiam i bardzo się cieszę, że w końcu udało nam się na siebie wpaść), znaleźć miejsce koncertu i cieszyć się muzyką. Największe wrażenie zrobił na mnie Fisz razem z Emade (ach, ten Emade!), DJ Epromem i panem Pierończykiem. Leszek Możdżer zaczarował publiczność, a Janerka pokazał, ile można mieć energii. Bardzo podobał mi się też występ zespołu Kroke, który grał muzykę, jakiej w radiu nie słychać. Końcowy set Nu Kidz On the Glock, czyli Emade i Eproma, wbił mnie w ziemię. Voo Voo nie zaniżyło poziomu, choć to nie oni byli bohaterami wieczoru. Również T.Love nie mogę nic zarzucić. Tylko Muńkowi, bo koncerty lepiej dawać na trzeźwo. A kilku wersów można nauczyć się na pamięć. Mimo wszystko Męskie Granie w Krakowie nie zawiodło, a dostarczyło wiele radości. Tym bardziej czekałam na 20 sierpnia.

Przystanek drugi: Wrocław. Wojtek Mazolewski (oj, on wie, jak wygląda, i jest przy tym taaaaki uroczy!) i Pink Freud pokazali klasę zajęli pierwsze miejsce na moim prywatnym podium. Kto by pomyślał, że jazz może być tak rockowy? Na kolejnym stopniu pudła postawiłam sobie Tworzywo. Grali krócej niż w Krakowie i zabrakło moich ulubionych utworów, ale nie miałam im nic do zarzucenia. Jazzpospolita jakoś umknęła mojej uwadze (choć spod sceny nie odeszłam na krok), a Lao Che wypadli całkiem przyzwoicie. Dodatkowe punkty dostają za „Strzeż się tych miejsc” z panem Janerką. No, właśnie, Lech Janerka – bohater wieczoru. W końcu wrocławianin. Zagrał świetny koncert, ale największe wrażenie robiły jego występy finałowe: duet z Wojtkiem Waglewskim i „Ta zabawa nie jest dla dziewczynek” z sekcją dętą (panowie z Pink Freud i Mateusz Pospieszalski). Wykonanie tego utworu było dla mnie punktem kulminacyjnym całego koncertu, bo nawet „Test” Fisz, Emade, DJ Eproma i Pink Freud nie zabrzmiał tak niesamowicie. I nawet mogę wybaczyć panu Waglewskiego zaproszenie Myslovitz (dobrze, że grali tylko pół godziny…) oraz słaby występ Voo Voo, bo Pink Freud i finał zrekompensowały wszystkie niedociągnięcia.

Jakieś podsumowanie? Rok temu był tylko Żywiec. Teraz odwiedziłam Wrocław i Kraków. Czyli za rok czekają mnie trzy koncerty 😉

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 13/09/2011 w Koncerty, Muzyka

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

 
%d blogerów lubi to: