RSS

Voo Voo „Przy lampce” we Wrocławiu

13 Paźdź

Każdy dobrze już wie, że kiedy pojawia się informacja o koncercie Voo Voo w promieniu 200 km, to zaczynam kombinować, jak się na niego dostać. Zatem jest oczywiste, że koncertu we Wrocławiu opuścić nie mogłam. Z tego też powodu wczoraj wylądowałam w klubie zwanym Lewitacja.

Ponieważ spektakl „Przeklęty niech będzie zdrajca swej ojczyzny!” (o nim w kolejnym wpisie) skończył się dość wcześnie, do Lewitacji dotarliśmy prawie godzinę przed koncertem. Pierwsze wrażenie skupiało się na liczbie ludzi, braku miejsca i słabym rozwiązaniu organizacyjnym. Ale przecież od razu marudzić nie będę, prawda? Marudzić zaczęłam, kiedy okazało się, że widzów przybywa i nikt nie sprawdza, czy mają bilety i czy są wpisani na listę. Tuż przed koncertem nie dało się praktycznie ruszyć, a i oddychanie nie było już za łatwe. W zasadzie ludzie wkurzali mnie aż do końca. Przechodzili ciągle gdzieś obok mnie, głośno rozmawiali, słowem nie dało się skoncentrować.

Sam koncert mnie nie zawiódł. Choć akustyczny, to jednocześnie bardzo energiczny. Szczególnie pozytywnie zaskoczył mnie dobór utworów: usłyszenie „Turczyńskiego” sprawiło mi naprawdę wiele radości. Od jakiegoś czasu po cichu liczyłam, że może gdzieś kiedyś zostanie zagrany i proszę bardzo: oto jest! Ale żeby nie było za słodko, dodam, że trochę mało tych utworów wyszło… Chętnie usłyszałabym coś więcej. Muszę przyznać też, że wokół koncertu stworzono bardzo przyjemny klimat (pomijam tutaj „widzów”, rzecz jasna). Lampki rzucały przytłumione światło, a przy okazji ładnie wyglądały. Szkoda tylko, że scena taka mała. Niestety, w Lewitacji większa by się nie zmieściła. W zasadzie większość moich zarzutów dotyczy klubu. Uważam, że do takiego wydarzenia kompletnie nie pasował. Oczami wyobraźni widzę, jak pięknie mogłoby być np. w Mleczarni. Pozostaje mi mieć nadzieję, że kolejny wrocławski koncert trafi w lepsze miejsce.

Jakby nie patrzeć, było całkiem miło i przyjemnie. Dlatego też zastanawiam się, czy nie pojechać sobie jeszcze do Oleśnicy, tym bardziej, że nigdy tam nie byłam.

W tym miejscu chciałabym jeszcze serdecznie pozdrowić Panów z zespołu i podziękować za pogawędkę oraz (nie)pamięć 😉

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 13/10/2011 w Koncerty, Muzyka

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

 
%d blogerów lubi to: