RSS

Rock opera „Krzyżacy”

12 List

O rockowej wersji „Krzyżaków” było głośno, dlatego bardzo ucieszyło mnie wygranie podwójnego zaproszenia. Oczami wyobraźni widziałam niesamowity spektakl, pełen muzyki i emocji, który pozostawiłby niesamowite wrażenia.

Cóż przybyłam, zobaczyłam… i rozczarowałam się. Pomijam oczywiście kwestie aktorstwa, bo przecież po gwiazdach rocka raczej nie spodziewałam się kunsztownej gry. Nie mogę także nic zarzucić wykonaniom utworów, wokal naprawdę robił wrażenie. I w zasadzie tutaj kończą się pozytywy widowiska. Co zatem tak bardzo nie przypadło mi do gustu?

Dialogi między bohaterami wydawały się nagrane wcześniej i puszczone z taśmy. Do tego towarzyszyły im wyświetlane komiksy, które – moim zdaniem rzecz jasna – były całkowicie zbędne. Nie wnosiły nic nowego, a tylko odwracały uwagę od sceny (a może to celowy zabieg, żeby nie widzowie nie zauważyli braku gry aktorskiej?). Poza tym Jurand komiksowy miał zasłonięte lewe oko, a Jurand grany przez Macieja Balcara nie widział na prawe. Ale to tylko drobnostka, choć nieco irytująca. Inną taką drobnostką był strój Danusi (Olga Szomańska). Krzyżacy wystąpili w bieli, Polakom wybrano czarne stroje, natomiast ukochaną Zbyszka ubrano w niebieską sukienkę.

Zdaję sobie sprawę, że ciężko wyśpiewać Sienkiewicza, jednak przy tak reklamowanym widowisku teksty powinny stać na nieco wyższym poziomie. Początkowo odnosiły się ściśle do fabuły i można było przymknąć oko na braki stylistyczne, natomiast później brzmiały coraz bardziej refleksyjnie i aż prosiło się o pełniejsze wykorzystanie możliwości naszego pięknego języka. Najgorszym utworem pod względem tekstu była piosenka, w której refrenie Maćko (Jacek Lenartowicz) śpiewał: „Jagno, Jagno, wszyscy cię pragną”. W zasadzie był najsłabszy fragment całego spektaklu. Obawiam się, że dyskotekowa Jagna będzie mi się śniła po nocach…

Wyżej wspomniany utwór ma jeszcze jedną ogromną wadę. Obraz Jagienki, jaki został w niej stworzony, niewiele wspólnego ma z wizją Sienkiewicza. Rockowa wersja Zychowej córki okazała się wyrafinowaną kokietką, zwodzącą mężczyzn. Jej rola w całym spektaklu ogranicza się jedynie do trzech utworów, z czego jeden z nich stawowi epilog widowiska… i nie ma związku z jego treścią. Wątek Jagienki nie został w żaden sposób zakończony. To samo dotyczy oślepionego i pozbawionego języka Juranda. Nie oczekiwałam wiernej adaptacji powieści, ale mimo wszystko poczułam się rozczarowana.

Finałową sceną była bitwa pod Grunwaldem. Ku mojemu zaskoczeniu utwór w czasie potyczki śpiewały postacie księżnej Anny Danuty (co ona tam robiła?) i Konrada von Jungigena. Układ choreograficzny z kolei przypominał widowiska capoeira. Miecze, w tym oczywiście te dwa nagie, pojawiły się tylko na początku i szybko zniknęły. Niestety.

Najlepsze wrażenie zrobił na mnie duet króla Władysława i mistrza krzyżackiego Ulricha, czyli Artura Gadowskiego i Cezarego Studniaka. Jest to utwór, do którego nawet chętnie wrócę, głównie dzięki niesamowitej barwie głosu pana Cezarego. Drugą piosenką, która również brzmiała całkiem przyjemnie, była ta wykonana przez Zbyszka (Maciej Silski) po odnalezieniu Danusi.

Bardzo się cieszę, że udało mi się wygrać bilety. Rockowi „Krzyżacy” nie byli warci swojej ceny. A szkoda, bo powieści Sienkiewicza dają wiele możliwości do interpretacji i adaptacji.

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 12/11/2011 w Koncerty, Muzyka, Teatr

 

Tagi: , , , , , , , , , ,

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

 
%d blogerów lubi to: