RSS

Ethno Jazz Festival: Voo Voo akustycznie i Ladies String Quartet

23 Sty

To był jeden z tych koncertów, o których ciężko cokolwiek napisać. Ci, którzy byli, będą doskonale wiedzieć, co chciałabym przekazać, a ci, którzy nie byli, mogliby jedynie żałować. Bo naprawdę jest czego.

Koncertów Voo Voo widziałam sporo: lepszych i gorszych. Do dziś pierwsze miejsce zajmował ten lipcowy w Poznaniu. No właśnie, do dzisiaj. Kolejny raz zostałam całowicie zaczarowana. Zaczęło się od miejsca: już raz miałam okazję przekonać się, jak piękną budowlą jest Synagoga pod Białym Bocianem, więc wiedziałam, czego się spodziewać. Do tego odpowiednie światła, które stworzyły iście magiczny klimat. Czułam się, jakby ktoś przeniósł mnie do innego świata. Za oknami ponuro, deszczowo, a we wnętrzu Synagogi żywe barwy tworzyły bardzo ciepłą atmosferę. Już pierwsze dźwięki gitary pana Waglewskiego dopełniły tego obrazu.

Zawsze miałam słabość do instrumentów smyczkowych, dlatego obecność Ladies String Quartet bardzo mnie cieszyła. Tym bardziej, że pozwoliłam sobie przesłuchać nagrań z innych koncertów z tymi paniami. Smyczki idealnie wpasowały się w atmosferę koncertu i pozwoliły całkowicie odpłynąć do jakiejś odległej krainy. Jednocześnie nie przeszkadzały w improwizacjach, które są przecież nieodłączną częścią występów Voo Voo. Tutaj aż muszę wspomnieć o wspaniałej kontrabasowej solówce Karima Martusewicza i zabawach Mateusza Pospieszalskiego. Kolejny raz wciągnął w swoją grę publiczność, wywołując radosny śmiech i gorące oklaski. I znowu dało się zauważyć, jaką radość sprawia panom z Voo Voo obcowanie z muzyką. A ten nastrój udzielił się publiczności.

Naprawdę trudno napisać mi coś konstruktywnego. Przez dwie godziny siedziałam jak zahipnotyzowana, dając się powrać dźwiękom ze sceny. Uśmiech sam pojawiał mi się na twarzy, nogi wystukiwały rytm, a ręce układały się do oklasków. Z pewnością było niesamowicie, pięknie… magicznie. Tak, to chyba dobre słowo.

Jak zawsze po dobrym koncercie, zostałam z poczuciem niedosytu. Nazywam ten stan „depresją pokoncertową”. Bo kto wie, ile przyjdzie mi teraz czekać na kolejny koncert Voo Voo?

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 23/01/2012 w Koncerty, Muzyka

 

Tagi: , , , , , , , ,

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

 
%d blogerów lubi to: