RSS

Noc otwarta w Hali Stulecia: Lao Che, Voo Voo, Lech Janerka

21 Lu

W piątek poszłam na Noc Otwartą do Hali Stulecia, bo muszę przyznać, że zestaw koncertowy wyglądał naprawdę zachęcająco.

Impreza zaczęła się o 20:00 występem Lao Che. Niestety, przez cały koncert bardziej koncentrowałam się na unikaniu ciosów osób, które za mną skakały i machały pięściami niż na muzyce. Dlatego też niewiele zapamiętałam, choć piosenki o Powstaniu warszawskim wywołały we mnie gorzką refleksję: „dzisiejsza młodzież” krzycząca o wolności… Chyba się starzeję, innego wyjaśnienia nie widzę. Ale muszę przyznać, że Lao Che dało niezwykle energetyczny koncert. Sama bym sobie poskakała w innych warunkach. I muszę nauczyć się tańczyć jak Denat, stanowczo muszę.

Po koncercie nastąpił pokaz videomappingu. Z żalem muszę przyznać, że nie zrobił na mnie piorunującego wrażenie. Bardzo ładnie wyglądały momenty, kiedy części ścian wyglądały, jakby przesuwały się w przód i w tył. Muzyka również idealnie współgrała z pokazem, ale było to tylko ładne.

Po pokazie nadeszła chwila, na którą tak naprawdę najbardziej czekałam: na scenę wkroczyło Voo Voo. Amatorzy pogo poszli uzupełnić poziom płynów w organizmie, więc miałam idealne warunki: stałam tuż pod sceną, wszystko idealnie widziałam i słyszałam. Był to jeden w bardziej rockowych występów, pełnych pozytywnej energii i radości z grania oraz słuchania. Mateusz Pospieszalski standardowo bawił się z widzami,  biegał po scenie i ku uciesze zebranych dał klapsa Karimowi Martusewiczowi. Ot, taka tradycyjna atmosfera radości. Najbardziej podobały mi się dwa momenty: „Nim stanie się tak” w wykonaniu publiczności, której głos niósł się przepięknie przez całą Halę Stulecia, a także niesamowite solo na bębnach Michała Bryndala. Wrażenie spotęgowała gra świateł idealnie pasująca do dźwięków perkusji.

Co ciekawe, był to już mój dziesiąty koncert w ostatnim czasie, a dla mojej siostry – pierwszy. I czuję, że na tym jednym się nie skończy. Chyba za bardzo jej się podobało.

Przed występem Lecha Janerki ponownie można było obejrzeć videomapping. Nasz wrocławski muzyk zaczął od akustycznych wersji swoich utworów, żeby potem „zaatakować” z pełną energią. Niestety, oznaczało to powrót amatorów pogo, dlatego uciekliśmy na trybuny. Na szczęście i tam dźwięk był idealny (a padły głosy, że podczas koncertów Lao Che i Voo Voo niewiele było słychać), a scenę widzieliśmy dość dobrze. I przy okazji tłum bawiących się ludzi. Wielki uśmiech wywołała dla mnie dedykacja dla „przeciwników ACTA”, po której rozległy się ogromne brawa, a Janerka po chwili dodał „i dla zwolenników ACTA”. Nastraszyłam siostrę piosenką „Strzeż się tych miejsc” (po imprezie wracałyśmy właśnie na Trójkąt), śpiewałam o zabawie, która nie jest dla dziewczynek i na koniec wyobraziłam sobie, że zawsze mam czas. Myślę, że warto wybrać się w marcu albo kwietniu do Alibi, ale to jeszcze sporo czasu.

 Na zakończenie do Janerki dołączył Waglewski i zagrali razem dwa utwory: „Mój sztylecik w twoim sercu” i „Rower”, czyli to, co miałam okazję już usłyszeć podczas Męskiego Grania. Widać było, że panów cieszy wspólne granie, a to cieszyło publiczność. Mnie również.

Jeszcze troszkę pomarudzę: koncert mógłby zacząć się dwie godziny wcześniej, bo pod koniec byłam już niesamowicie zmęczona. Chociaż to z kolei przeczyłoby idei „nocy otwartej”. Cóż, i tak źle, i tak niedobrze. Myślę też, że powinno się zainwestować w porządne barierki. Te z piątku chwiały się na tyle mocno, że ochroniarze musieli je przytrzymywać, żeby się nie przewróciły. Poza tym i wspomnianym już pogo innych zarzutów nie mam. Impreza bardzo mi się podobała, świetnie się bawiłam, a i moja siostra powinna ją dobrze wspominać. Siniaki zapewne nie pozwolą szybko o sobie zapomnieć.

Na zakończenie pochwalę się, że udało mi się zdobyć autograf od pana Janerki. Zupełnym przypadkiem, ale w ten sposób mam bardzo miłą pamiątkę w moim magicznym kalendarzu.

Parę spraw organizacyjnych: chwilowo nastąpi przerwa w bywaniu na różnego rodzaju imprezach, ciężko ocenić, jak długa. Z kalendarza wypadły koncerty Centerporary Noise Sextet (odbył się w niedzielę) i Raz, Dwa, Trzy, a Fisz stoi pod dużym znakiem zapytania. Niestety, czasem trzeba z czegoś zrezygnować…

 
2 Komentarze

Opublikował/a w dniu 21/02/2012 w Koncerty, Muzyka

 

Tagi: , , , , , , , , , , , , , , ,

2 responses to “Noc otwarta w Hali Stulecia: Lao Che, Voo Voo, Lech Janerka

  1. P

    21/02/2012 at 23:21

    „Strzeż się tych miejsc” nie jest wcale, jak się powszechnie sądzi, piosenką o tzw. Trójkącie (czyi Traugutta-Pułaskiego-Komuny Paryskiej), a o Nowowiejskiej. Przynajmniej tak twierdzi sam Lech Janerka – że inspirował się właśnie tymi okolicami,

    A tak poza tym – fajny blog. I zazdroszczę aż tylu koncertów Voo Voo.

     
    • owcainblack

      22/02/2012 at 00:28

      A widzisz, to znaczy, że ktoś wprowadził mnie z błąd. Chociaż pamiętam, że na ostatnim koncercie w Alibi sam Janerka wspominał coś o Trójkącie… Ale mogę się mylić. Choć okolice Nowowiejskiej i całe Nadodrze też idealnie pasują… Ale to chyba bardziej dzisiaj niż kiedyś. Nie znam Wrocławia tak długo, więc ciężko mi powiedzieć.
      Dziękuję bardzo za miłe słowo, a Voo Voo… cóż, nadrabiam stracone lata.

       

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

 
%d blogerów lubi to: