RSS

Kapela Ze Wsi Warszawa w Synagodze Pod Białym Bocianem

25 Kwi

Kapelę Ze Wsi Warszawa znałam z nazwy. Niemniej, gdy pojawiła się informacja o koncercie we Wrocławiu, jakaś część mnie zakrzyknęła, że powinnam tam pójść. Zatem poszłam. Wcześniej jednak postanowiłam choć trochę przygotować się na to, co może mnie czekać (bo KZWW naprawdę z niczym mi się nie kojarzyła, jedynie z czymś alternatywnym, a to pojęcie przecież jest bardzo, bardzo szerokie), i przekopałam popularny portal muzyczny w celu znalezienia próbek twórczości tegoż zespołu. Na początek trafiłam na utwór „Śtyry konie” i… zatkało mnie, mówiąc kolokwialnie. Od tej chwili wiedziałam, że MUSZĘ pójść na koncert Kapeli Ze Wsi Warszawa. Zbyt idealnie wpasowała się w moje ostatnie fascynacje, żebym mogła to przegapić.

Dlatego właśnie niedzielny wieczór spędziłam w Synagodze Pod Białym Bocianem, miejscu niezwykłym i przepięknym, w którym bardzo łatwo stracić kontakt z rzeczywistością i dać ponieść się muzyce. Szczególnie, gdy jest to muzyka absolutnie cudowna, a taka właśnie była wczoraj. Kapela Ze Wsi Warszawa rozpoczęła koncert spokojnie, aby po chwili pokazać swoje możliwości. Szczególną uwagę zwróciłam na instrumentarium, bo oprócz „zwyczajnych” (skrzypce, kontrabas) znalazły się także instrumenty dość nietypowe. O ile cymbały, na których grała Magdalena Sobczak Kotnarowska, mieszczą się jeszcze wśród tych znanych, to fidel płocka (na niej zagrała Sylwia Świątkowska) zaskoczyła mnie zarówno swoim wyglądem, jak i brzmieniem. Również wśród instrumentów perkusyjnych można było znaleźć perełki, takie jak bębny obręczowe czy baraban.  Takie zestawienie zbudowało niezwykłą atmosferę. Z jednej strony znane dobrze brzmienie skrzypiec przełamywane cymbałami i bębnami. Czułam mocno tę ludowość, którą dodatkowo podkreślał specyficzny sposób śpiewu.

W pewnej chwili rozejrzałam się wokół i spojrzałam na ludzi, którzy również przyszli na ten koncert. Wiele osób sprawiało wrażenie zatopionych w swego rodzaju transie:  mieli półprzymknięte oczy, na twarzy delikatny uśmiech i kołysali się w rytm muzyki. Pomyślałam, że to coś niesamowitego, gdy dźwięki potrafią tak oddziaływać. Sama również byłam zafascynowana – dopiero pod koniec występu zorientowałam się, że moje krzesełko ma przecież oparcie i wcale nie muszę wychylać się do przodu. Koncert trwał półtorej godziny i był doskonały w każdym calu. Nie nudziłam się ani przez chwilę mimo pewnego schematyzmu utworów. Wręcz przeciwnie – bardzo podobały mi się wokale a capella lub z delikatnym podkładem, po których mocno (i głośno) rozbrzmiewała muzyka.

Kapela Ze Wsi Warszawa udowodniła mi, że „cudze chwalimy, swego nie znamy”. Żałuję, że nie zainteresowałam się wcześniej tą grupą, bo teraz muszę (nie bez przyjemności, oczywiście) nadrabiać te wspaniałe muzyczno-folklorystyczne doświadczenia. Całe szczęście, że udało mi się pójść na ich wrocławski koncert.

 
Dodaj komentarz

Opublikował/a w dniu 25/04/2012 w Koncerty, Muzyka

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

 
%d blogerów lubi to: